Jérôme lollo - Brumes et pluies
Player audio w wersji BETA. Ew. zgłoszenia błędów prosimy kierować na
Komentarze (2)
Lubię cię, senna poro, gdy deszcz w szyby brzęczy,
Ziemię w błoto rozkisza, nagie drzewa płucze,
Gdy dusza się ma i serce jak w całun obłóczy
W kiry mgieł - to grobowe przędziwo pajęcze. -
Pod sklepieniem z chmur ciężkich, gdy wichura huczy,
Gdy w długie noce, chrypnąc, chorągiewka jęczy -
Raźniej, szerzej niż wiosną, niźli w glorii tęcze,
Dusza moja rozwinie swoje skrzydła krucze.
Nie ma nic godniejszego dla serca w żałobie,
Na które już fatalna sadź pada szronowa,
Jak owa blada jesień - naszych pór królowa,
Co nas w chłodnych objęciach studzi, ni to w grobie...
- Chyba że nam jest dane - zacisznie we dwoje,
W wonnym łożu usypiać ból i niepokoje.
Ô fins d’automne, hivers, printemps trempés de boue,
Endormeuses saisons ! je vous aime et vous loue
D’envelopper ainsi mon cœur et mon cerveau
D’un linceul vaporeux et d’un vague tombeau.
Dans cette grande plaine où l’autan froid se joue,
Où par les longues nuits la girouette s’enroue,
Mon âme mieux qu’au temps du tiède renouveau
Ouvrira largement ses ailes de corbeau.
Rien n’est plus doux au cœur plein de choses funèbres,
Et sur qui dès longtemps descendent les frimas,
Ô blafardes saisons, reines de nos climats,
Que l’aspect permanent de vos pâles ténèbres,
— Si ce n’est, par un soir sans lune, deux à deux,
D’endormir la douleur sur un lit hasardeux.